Pokazywanie postów oznaczonych etykietą owady. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą owady. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 28 września 2023

Relacje z wrześniowej wycieczki entomologicznej

Modliszka zwyczajna (Mantis religiosa)


We wtorek ponownie wybrałem się nad ścieżkę przy torach za osiedlem Dajtki w nadziei, że uda mi się znaleźć więcej, kolorowych muszek, które mógłbym wam pokazać. Jak się okazało, trafiłem nie tylko na nie, ale również na kolejną modliszkę zwyczajną (Mantis religiosa) i to na brązową! Muszę przyznać, że to dla mnie ważne znalezisko, ponieważ to zupełnie nowe stanowisko, w mojej okolicy na który jest obecna. Na razie trafiła się tylko jedna, ale będę musiał się tam jeszcze wybrać z kilka razy i kto wie, może spotkam kolejne.
 
Spotkana przeze mnie samica była wyraźnie mniejsza do dwóch poprzednich. Zmierzyłem ją miarką i okazało się, że miała równo 5 cm. Pierwsza modliszka, którą znalazłem miała prawie 7 cm, natomiast drugiej nie mierzyłem, ale była zbliżona wielkością do tej pierwszej. Znalazłem ją na drodze, gdzie była zajęta pożeraniem złowionej przez siebie ofiary (gdy przyjrzałem się zdjęciom w domu okazało się, że jej łupem padła… larwa mrówkolwa). Zabrałem ją więc na patyczek, a później posadziłem na rosnącej obok nawłoci. Jak się okazało siedziała też na niej plusknia jagodziak. Ja jej początkowo nie zauważyłem, ale modliszka tak i dzięki temu miała kolejny posiłek.
 
Cóż, wszystko wskazuje na to, że modliszka powoli zadomawia się w okolicach Olsztyna i mam nadzieję, że w przyszłym roku będzie jeszcze liczniejsza, tak jak chociażby w Warszawie czy w Łodzi. Swoją drogą, modliszka znajduje się na Czerwonej Liście z kategorią CR, co oznacza, że jest krytycznie zagrożona… czy raczej była w czasach, gdy ta Lista powstawała. Podejrzewam, że wtedy mało kto przypuszczał, że modliszka może tak drastycznie zwiększyć zasięg swojego występowania i stać się tak liczna, jak obecnie. To jednak najlepszy dowód na to, że Czerwonej Liście zdecydowanie przyda się odświeżenie i wciąż trzymam kciuki, aby tak się stał (mimo tych nieprzychylnych głosów, które się pojawiają).
 
A my przechodzimy do kolejnego drapieżnika, którego wczoraj spotkałem, czyli do podłużnika (Tibellus oblongus), pająka z rodziny ślizgunowatych (Philodromidae), który tak jak modliszka, całkiem nieźle radzi sobie z ofiarami większymi od siebie. Zdarza mu się chwytać chociażby ważki równoskrzydłe i łowiki. Tym razem dopadł małego pluskwiaka z rodziny tasznikowatych i jeśli dobrze przyjrzycie się ofierze, to zobaczycie siedzącą na nim muszkę, natomiast druga ukryła się z boku. Nie jestem do końca pewny, co to są za muszki, ale podejrzewam, że to jakieś kalnicowate (Lauxaniidae), które lubią żywić się różnymi, naturalnymi nieczystościami. Jak widać nie boją się nawet uszczknąć dla siebie trochę zdobyczy pająka.
Na koniec mam dla was kolorową muszkę. Tak, znowu paśnica z rodzaju Ectophasia (w tym przypadku paśnica tarczówkowata, E. crassipennis), ale to właśnie te rączycowate są teraz najliczniejsze, a do tego są naprawdę fotogeniczne, więc naprawdę ciężko przejść obok nich obojętnie i nie zrobić im znowu zdjęcia. Tym bardziej, że nie są zbytnio płochliwe, więc bardzo łatwo robi się im zdjęcia.

Mateusz Sowiński
Modliszka zwyczajna pożerająca plusknię jagodziak.

Paśnica tarczówkowata (Ectophasia crassipennis)

Podłużnik (Tibellus oblongus) z upolowanym pluskwiakiem.



piątek, 16 lutego 2018

Powstała strona o krajowych prostoskrzydłych


Miło nam poinformować, że powstała strona o krajowych prostoskrzydłych : http://www.orthoptera.entomo.pl/index.php. Projekt ma na celu gromadzenie wiadomości o rozmieszczeniu wszystkich gatunków w Polsce, propagowanie wiedzy o tych owadach i aktywizację osób nimi się zajmujących. Zdajemy sobie sprawę z tego, że oznaczanie wielu gatunków jest trudne, jednak dla znacznej liczby z nich wystarczają dobre fotografie. Aktualizowane mapy przedstawiać będą postępy prac. Podajemy również propozycję ujednoliconego polskiego nazewnictwa, opartą głównie na krajowej literaturze. Każda nowa obserwacja jest dla nas cenna!

Na stronie aktualnie znajdują się mapki rozmieszczenia opracowane na podstawie 56 prac opublikowanych od roku 2000. Sukcesywnie do map będą dodawane obserwacje z całej krajowej literatury i obserwacje niepublikowane, które otrzymujemy i gromadzimy. Dla 50 gatunków zamieszczono fotografie (łącznie ok. 350). Zachęcamy do wzbogacania galerii swoimi fotografiami, szczególnie dotyczy to gatunków dla których nie mamy zdjęć.

Z pozdrowieniami
Przemysław Żurawlew
Ryszard Orzechowski 
Seweryn Grobelny

środa, 29 listopada 2017

Akcja Zapylacze „Operation Pollinator”- czyli jak Rolnicy mogą dbać o owady na swoich polach



Dbałość o środowisko naturalne jest bardzo ważnym czynnikiem w rozwoju zrównoważonego rolnictwa. Produkcja wraz z ochroną ziemi, wody i agrocenozy w dzisiejszych czasach staje się coraz łatwiejsza. Dla rolników firma Syngenta przygotowała akcję „Operation Pollinator” – akcja na rzecz owadów zapylających. O akcji dowiedziałam się ze strony internetowej firmy Syngenta. Koncern przygotowuje dla chętnych rolników mieszankę nasion miododajnych: słonecznik pastewny, koniczyna perska, gryka, facelia siewna. Każdy chętny rolnik, chcąc przyłączyć się do akcji wypełnia formularz zgłoszeniowy i czeka na worek nasion. Zupełnie za darmo. Bo chodzi o dobro owadów i stworzenie im przyjaznych warunków w agrocenozie.

Tak się stało, że i ja przyłączyłam się do akcji. W lutym 2017 wypełniłam formularz rejestracyjny, w kwietniu otrzymałam przesyłkę z nasionami i instrukcją założenia plantacji. W kwietniu mieszanka została wysiana. I tak od kwietnia do sierpnia przyjeżdżałam na pole, celem lustracji. Z miesiąca na miesiąc poletko nabierało barw. W kwietniu i maju było zielono (rozwijały się łodygi i liście roślin). W czerwcu i lipcu biało- fioletowo (kwitła facelia i gryka). Natomiast w sierpniu żółto (na dobre rozkwitły słoneczniki). Przyznam, że były to dla mnie ciekawe „lekcje”. Nie dość, że pierwszy raz widziałam jak wygląda gryka na polu - bo tego gatunku nie uprawialiśmy wcześniej, to jeszcze bardzo ładnie wygląda facelia. Im dni stawały się coraz cieplejsze, tym zaobserwowałam coraz więcej pracujących owadów: pszczoły, bzygi, motyle, chrząszcze, trzmiele. Czasami się miało wrażenie, że cała plantacja bzyczy.

Załączam do tekstu kilka zdjęć. Przy każdej nadarzającej się okazji będę promować akcję Operation Pollinator by Syngenta na fotografiach mojego autorstwa, z pola należącego do gospodarstwa moich rodziców.

Na zakończenie dziękuję raz jeszcze firmie Syngenta za otrzymanie mieszanki nasion, zaś zainteresowanych do śledzenia strony firmy oraz samej akcji szczerze zachęcam.

Natalia Machałek





czwartek, 4 kwietnia 2013

Trzmiele i inne pszczołowate - mniej lub bardziej znane

Zapytać większość osób jakie owady należą do rodziny pszczołowatych - odpowiedź jest prosta: pszczoły, pszczoły, pszczoły. Warto się jednak zastanowić nad różnorodnością rodziny pszczołowatych. Jest ona bardzo liczna, obfituje w wiele różnych gatunków. W Polsce stwierdzono 474 gatunki pszczołowatych.
Pszczolinka napiaskowa (czytaj więcej), fot. St. Czachorowski.

Rodzina pszczołowatych (Apidae) jest zróżnicowana pod względem wielkości. Błonkówki te osiągają rozmiary od 6 mm ( małe, bezżądłowe pszczoły) do 28 mm (trzmiele). Mają ciało czarne lub brązowe, z metalicznym połyskiem, mniej lub bardziej owłosione. Samice tej rodziny są bardzo pracowite. Zbierają one pyłek kwiatowy i za pomocą tzw. koszyczków na tylnych częściach goleni przenoszą do ula. Rodzina ta przejawia różne formy mieszkania: od osobników samotnie żyjących (murarka ogrodowa) do gromadnie żyjących społeczeństw ( pszczoły, trzmiele). Przedstawiciele tej rodziny są zapylaczami roślin, dostawcami miodu, propolisu, wosku, z których człowiek robi użytek.

Obecnie do rodziny Apidae włączono przedstawicieli dawnej rodziny miesierkowatych (Megachillidae). Są to pszczoły samotnie żyjące lub pasożytnicze. Osiągają wielkość 6-18 mm. Ich ciało jest walcowate, spłaszczone grzbieto-brzusznie, koloru czarno lub ciemnobrązowego. Co ciekawe ich owłosienie ciała jest jasne. Gniazda zakładają najczęściej w otworach budynków drewnianych, altan, szop. A nawet w glebie. Do budowy komórek stosują kawałki liści, płatki kwiatów, żywicę, błoto i glinę. Miesierkowate spełniają pożyteczną rolę w uprawach roślin rolniczych (lucerna). Chętnie zasiedlają przygotowane przez człowieka uliki: papierowe, trzcinowe, drewniane czy styropianowe.

Murarka ogrodowa (Osmia rufa L.) - długość 0,8-1,2 cm. Koloru ciemnobrązowego z zielonym połyskiem. Na odwłoku u samicy charakterystyczną cechą jest występowanie dwubarwnych włosków. Pierwsze segmenty odwłoka są brązowe, a tylne czarne. Zimują obydwie płcie tego gatunku. W kwietniu następuje masowy pojaw samców i samic, celem kopulacji. Samice zakładają gniazda w różnych szczelinach lub szparach. Zasiedlają również sztuczne gniazda. W zależności od przestrzeni jaką zasiedlają murarki, ich gniazda mogą przybierać różne kształty. Samice składają do 30 jaj. Z jaj wylęgają się młode osobniki, które żywią się pokarmem zebranym przez matkę. Murarka ogrodowa jest uważana za gatunek wczesnowiosenny. Zbiera pyłek z krzewów, drzew owocowych, kasztanowców, dębów, wierzb. Zasiedla skraje lasów, tereny otwarte, ogrody. 
Trzmiel, fot. St. Czachorowski.

Trzmiel ogrodowy (Bombus hortorum L.) - błonkówka wielkości 11-23 mm. Samice i robotnice, koloru czarnego, posiadają dwie żółte przepaski na tułowiu, z żółtą przepaską na odwłoku i białymi włoskami na zakończeniu odwłoka. U samca na ciemieniu są żółte włoski, żółte pierwsze i białe końcowe segmenty odwłoka. Zimują samice po zapłodnieniu. Najczęściej w ściółce lub w glebie. Wiosną gniazda budowane są przez samice w różnych kryjówkach oraz w ziemi. W tych miejscach składowany jest pyłek - źródło pokarmu dla nowopowstałych osobników. Robotnice po pełnym 20-dniowym rozwinięciu zajmują się larwami. Z końcem lata, kiedy giną samice i samce cała rodzina pszczela rozpada się. Gatunek ten zamieszkuje tereny zakrzewione i ogrody. Spotykany na polach. Jest zapylaczem roślin motylkowatych (koniczyna, wyka) jak również chwastów zasiedlających agrocenozy.

Trzmiel ziemny (Bombus terrestis L.) - gatunek identyczny pod względem morfologii i behawioru do trzmiela ogrodowego. Dominuje w środowiskach otwartych, terenach rolniczych. Oblatuje większość roślin uprawnych i drzew owocowych. Przez człowieka często używany do zapylania kwiatów pomidora, papryki, truskawek- szczególnie w uprawach pod osłonami. Jest bardzo skutecznym zapylaczem. Jego cechy charakterystyczne: możliwość oblotu przy temperaturze 5 st. C i niskiej intensywności światła sprawia, że może on z powodzeniem pracować, gdy pszczoły miodne jeszcze śpią.

Natalia Machałek

 Źródło: Wilkaniec B., 2010, Entomologia szczegółowa cz.2, wyd. PWRiL, 237-243.

poniedziałek, 11 lutego 2013

Dytiscus marginalis (pływak żółtobrzeżek)



Ryc.1. Wyrostki zabiodrza pływaka  żółtobrzeżka
Dytiscus marginalis (pływak żółtobrzeżek) to drapieżny chrząszcz wodny, osiągający rozmiary od ok. 2,5 do 3,5 cm. Posiada ciało opływowego kształtu, pokrytego oleistą substancją, która ułatwia poruszanie się w środowisku wodnym. Dodatkowym przystosowaniem do życia w wodzie są tylne odnóża w kształcie wioseł, pokryte gęstymi szczecinami pływnymi. Chrząszcze należące do tego gatunku mają kolor ciemnozielony, a przedplecze i częściowo pokrywy posiadają żółte obrzeżenie. Cechą diagnostyczną przy oznaczaniu gatunków z rodzaju Dytiscus są wyrostki zabiodrza (Ryc.1.). U pływaka żółtobrzeżka wyrostki te są tępo zakończone, o liniach dość długich i rozbieżnych. Imagines i larwy oddychają tlenem atmosferycznym. Chrząszcze magazynują powietrze pod pokrywami.
Ryc.2. Dyski adhezyjne na odnóżach pierwszej i drugiej pary

U wszystkich chrząszczy z rodzaju Dytiscus obserwuje się dymorfizm płciowy. Przejawia się on w zróżnicowanych rozmiarach ciała (samce są większe od samic), urzeźbieniu pokryw oraz w budowie odnóży i narządów kopulacyjnych. Pierwsza para skrzydeł jest przekształcona w twarde pokrywy, które u samic w zarysie są bardziej owalne. U samic występują pokrywy żeberkowane do 2/3 ich długości, rzadziej gładkie, natomiast u samców spotyka się wyłącznie pokrywy gładkie. Modyfikacje w urzeźbieniu pokryw są często spotykane u przedstawicieli z rodziny pływakowatych i są one odpowiedzią na zmiany w budowie dysków na odnóżach samców, które powstały w wyniku zgrubienia trzech pierwszych segmentów stopy. Na odnóżach pierwszej pary, na każdym z dysków znajdują się dwie duże przyssawki oraz ok. 150 mniejszych, natomiast na dyskach, znajdujących się na drugiej parze – około 1000 mniejszych przyssawek na każdym (Ryc.2.). Liczba i wielkość przyssawek jest zróżnicowana w zależności od gatunku. Dyski służą do zdobywania i przytrzymywania samicy podczas parowania. Przeprowadzono badania, które wykazały, że samce pozbawione przyssawek nie są w stanie wykonać aktu kopulacji. Kopulacja następuje jesienią i zimą, natomiast składanie jaj ma miejsce wiosną i latem. Jaja są wbijane za pomocą pokładełka do wnętrza roślin tuż pod powierzchnią wody. Imagines posiadają zdolność lotu, jednak, jak i larwy większą część życia spędzają w wodzie, przepoczwarczenie natomiast następuje na lądzie. Postaci dorosłe pojawiają się latem i jesienią. Chrząszcze te zimują najczęściej w wodzie.

Ryc.3. Chrząszcz z rodzaju Dytiscus podczas pobierania pokarmu
Zarówno larwy, jak i osobniki dorosłe są drapieżne. Polują na drobne organizmy wodne, jednak mogą żywić się również padliną. Obie formy zastygają w bezruchu czekając, aż ofiara znajdzie się na tyle blisko, by ją zaatakować. Gruczoły ślinowe larw wytwarzają enzym trawienny, który rozpuszcza ciało ofiary i pozwala larwom je wessać. Osobniki dorosłe rozrywają ciało zdobyczy żuwaczkami, przytrzymując ją odnóżami pierwszej i drugiej pary (Ryc.3.).

Gatunek ten jest pospolity w Polsce. Jest eurybiontem spotykanym zarówno w zbiornikach naturalnych, jak i sztucznych. Występuje w wodach z obfitą roślinnością błotną oraz wodną. Występuje również rzadko w wodach płynących o słabym prądzie.

Joanna Flisińska

wtorek, 18 grudnia 2012

Czas twarzy śmierci (medycyna sądowa, entomologia, trupieszenie) cz. 2

(czytaj część pierwszą)
W aktualnym stanie wiedzy, możemy najogólniej powiedzieć, iż ciało ludzkie po śmierci może „zasiedlić” około sześć do siedmiu tzw. fal kolonizacyjnych owadów, które naturalną koleją rzeczy „spożywają” około 35 gram protein dziennie na jedną larwę, doprowadzając tym samym do powolnego i całkowitego rozkładu ciała nieboszczyka. Te wydawałoby się zupełnie „drobne żyjątka” powodują, że po około 5 dniach naturalnego suchego otoczenia, „rozkładający się” nieboszczyk, zyskuje zapach mniej więcej zbliżony do zapachu dojrzewającego sera. Natomiast po około 20-45 dniach od momentu śmierci, ciało ludzkie (zwierzęce również w podobnych okolicznościach), stopniowo zaczyna ulegać mumifikacji . Cały późniejszy okres rozkładu zwłok, to wciąż postępujący proces tzw. zmydlenia tkanek tłuszczowo-woskowych w jedną łączną półpłynną masę. Generalnie, owe „trupie owady” zasiedlające zwłoki od chwili ich pochowania lub porzucenia dla środowiska, można podzielić na cztery elementarne grupy: nekrofagi (poszukujące w nieboszczyku źródła pożywienia); drapieżcy i pasożyty gatunków nekrofagicznych; wybrane chrząszcze, mrówki, osy oraz wszystkie gatunki przypadkowe, które znalazły się akurat w tym miejscu i czasie w pobliżu zwłok.

Dzięki stale postępującemu rozwojowi techniki, a wraz z nią m.in. i biologii molekularnej, możliwe stało się niezbędne wspomaganie gatunku ludzkiego na drodze jego współczesnych naukowych poszukiwań ku wciąż coraz lepszemu, a więc i doskonalszemu życiu. Z początkiem wieku XIX, mimo braku wyraźnych granic państwowości polskiej, mogła już zaistnieć w murach krakowskiej uczelni – Katedra Medycyny Sądowej. Szczególnie ważne było wtedy także pojawienie się na obszarze Wielkopolski takich postaci, jak m.in. prof. Stefan Horoszkiewicz (1874-1945) – lekarz patolog, inicjator i twórca Katedry Medycyny Sądowej na uczelni poznańskiej. Na tejże również uczelni, jeden z jej ówczesnych rektorów – prof. Edward Niezabitowski (1875-1946), tworzył pionierskie fundamenty entomologii sądowej ziem polskich. Ten ostatni, jako prekursor zupełnie nowej jeszcze dziedziny wiedzy, prowadził przez spory okres minionych lat całkiem regularne doświadczenia i badania sądowe pod kątem właśnie tej zaledwie obecnej, a jakże niezbędnej w sądownictwie dziedziny wiedzy, jaką tworzy płaszczyzna entomologii. Udowodnił nawet, iż fauna zwłok ludzkich, w porównaniu ze zwłokami zwierząt kręgowych, pozostaje właściwie bez znacznych istotnych dla sprawy różnic. Swoistą „cegiełkę” do tego znaczącego fundamentu nauki polskiej na tej osobliwej mimo wszystko i wciąż nowej płaszczyźnie, włożyły również takie osoby, jak m.in.: prof. Uniwersytetu Jagiellońskiego Leon Wachholz (1867-1942) – lekarz sądowy i kryminolog, wiceprezes Międzynarodowej Akademii Medycyny Sądowej, jeden z inicjatorów i współtwórców nowoczesnej medycyny sądowej na ziemiach polskich, późniejszy więzień faszystowskiego obozu koncentracyjnego w Sachsenhausen. Dzięki jego wnikliwej pracy badawczej, znalazła się owa płaszczyzna na czołowym miejscu w Europie przełomu wieków XIX i XX. Jeszcze inną postacią, także bezsprzecznie zasłużoną na polu badań medycyny sądowej, był bez wątpienia również pracownik naukowy i jeden z rektorów krakowskiej uczelni – prof. Ludwik Karol Teichmann (1823-1895), lekarz anatom, inicjator i współtwórca Instytutu Anatomicznego, który już w roku 1853 opracował m.in. metodę wykrywania śladów krwi, tak niezbędną na płaszczyźnie faktycznej identyfikacji właśnie zainteresowań specjalistycznych dla medycyny sądowej. 

Zapewne początek wieku XX, a ściślej jego lata 20. owocowały dość nagłą falą ekspresji w postaci licznych publikacji tematycznych z tej dziedziny wiedzy, co trwało około 10 lat, stopniowo ulegając zupełnemu wyciszeniu. Z wielkich postaci zagranicznych zajmującej się tą płaszczyzną, warto pamiętać o dokonaniach chociażby wiedeńskiego profesora Karla Meixnera.

Niepowetowaną szkodą niestety pozostaje, że ówczesne zawirowania społeczno-polityczne nie kontynuowały prowadzonych prac i zdobytego z takim trudem doświadczenia niemalże przez cały wiek XX. Wiadomo, okres obu wojen światowych, olbrzymiego bólu i strat ludzkich i materialnych, następnie okres odradzenia się i budowy już zależnej państwowości polskiej oraz praktyczne budowanie od podstaw zrębów nowoczesnej nauki polskiej, temu nie za bardzo chciało i mogło nawet fizycznie sprzyjać. Wiadomo skądinąd, że okres po zakończeniu II wojny światowej, spowodował wprowadzenie do stałych kanonów technik operacyjnych w śledztwie, także badania entomologiczne przy okazji wyjaśniania każdej śmierci. Stało się to około lat 50 tych XX wieku za przyczyną Huberta Caspersa – pracownika naukowego Muzeum Zoologicznego w Hamburgu. W latach późniejszych zajmowali się tą płaszczyzną m.in. belgijski lekarz – Marcel Loclacq oraz światowej sławy ekolog, profesor biologii Fin z pochodzenia – Pekka Nuorteva.

W samej końcówce wieku XX, a właściwie początkach wieku XXI, „odżył” również dzięki niestrudzonym badaczom i polski wkład w tę jakże potrzebną współczesnemu człowiekowi dziedzinę życia. Przywrócił tamtym międzywojennym doświadczeniom, nowy blask światła i utorował drogę do dalszej ich kontynuacji. Na mapie kraju, mogło zaistnieć nie dwa jakby przypadkowe, ale teraz pięć docelowych ośrodków płaszczyzny akademicko-badawczej, gdzie prowadzi się nad tą problematyką już coraz bardziej uszczegółowione i wnikliwe badania dogłębne. Do ośrodków tych należą na pewno: gdański, poznańsko-toruński, warszawski, łódzki i oczywiście krakowski.

Wzmożona dociekliwość aktualnych czasów pospiesznego „życia na gorąco”, jak i potrzeba coraz większej precyzyjnej dokładności działania i postępowania ku coraz to nowym wymogom „radzenia sobie” we współczesnym życiu, a więc i odszukiwania sprawców narastającej fali przemocy i terroru, a w tym fali zbrodni i bandytyzmu, wymogły na tej właśnie nauce maksymalnego momentu pędu. Jedną z namacalnych konsekwencji postępu rosnącego potencjału wiedzy, było opracowanie na przestrzeni lat 2005-2008 Katalogu owadów przydatnych do ustalania czasu śmierci w lasach polskich, którego autorstwem pozostaje zespól poznańsko-toruński. Drugi faktyczny kierunek badań, skierował się ku wykorzystywaniu metod najnowszej biologii molekularnej, jak i genetyki, w celach możliwie pełnej identyfikacji żyjących obecnie owadów o znaczeniu istotnym dla problematyki wymiaru sprawiedliwości. Bez wątpienia, kolejnym kamieniem milowym na szerokim szlaku prowadzonych dociekań badawczych, było opracowanie w roku 2009 wybitnie specjalistycznego podręcznika – Wprowadzenie do entomologii sądowej – autorstwa ówczesnej dr Elżbiety Kaczorowskiej (pracownik naukowo-dydaktyczny Katedry Zoologii Bezkręgowej Uniwersytetu Gdańskiego), oraz profesor Agnieszki Draber-Mońko (pracownik naukowo-dydaktyczny Instytutu Zoologii i Muzeum Polskiej Akademii Nauk).

Wciąż jeszcze zapatrzeni na promieniujące cywilizacje zachodnie, nie doceniamy w pełni osiągnięć swojego rodzimego podwórka, czyniąc z zupełnie innych miejsc obszary priorytetowego zagospodarowania tzw. pierwszej potrzeby. Tym samym, przyzwalamy na wcale pokaźne między innymi drenowanie finansów państwa na płaszczyźnie dotyczącej orzecznictwa w tej problematyce. O ile tego typu biegłych na szeroko pojętym obecnie Zachodzie jest dość dużo, chociażby w takich krajach jak Kanada, USA, Niemcy, Francja, to na ziemiach polskich występuje jak dotąd znikoma ilość biegłych do orzecznictwa tego typu spraw. Nie mówiąc już chociażby o dość powszechnych w państwach zachodnich specjalistycznych ośrodkach w postaci chociażby tzw. farm śmierci (ang. boody farms), o których u nas jedynie tylko słyszymy, a dzięki którym polskie badania i doświadczenia na tej płaszczyźnie, mogłyby znacznie posunąć się do przodu i przywrócić polskim uczonym zasłużone miejsce wśród innych specjalistów europejskich na arenie międzynarodowego zaistnienia.

Można w tym miejscu prześmiewczo stwierdzić, jak uczynił to chociażby S.J.Lec: „To, że umarł, nie jest jeszcze dowodem, że żył...”. Ludzkie istnienie jest nierozerwalnie powiązane ze środowiskiem, w którym nie tylko przebiega, ale też, gdzie osiąga swój ostateczny ziemski kres. Aktualny, coraz bardziej i szybciej żyjący, a właściwie „pędzący” świat, stawia sobie za priorytet: nie tylko być, ale również i mieć. Niejednokrotnie wiąże się to z bardzo niebezpieczną drogą postępowania na krawędzi ludzkiego istnienia. Widzimy wokół nie tylko wzbierającą przemoc w świecie polityki, coraz bardziej drapieżnej gospodarki, ekonomii i manipulujących mediów. Następuje także na wszystkich płaszczyznach ludzkiego życia fala patologicznego wręcz uzależnienia od seksu, narkotyków, alkoholu i nie tylko ... Granica wykrywalności przestępstw staje się akceptowaną granicą życia i strachu przestępców, a więc granicą zanikającej wartości życia, w tym coraz bardziej upadającym już z każdym kolejnym rokiem niżej wartości w świecie. Bezsprzecznie więc warto postawić na to, co ma istotny sens i może pomóc zachować nam chociaż minimalny w twarzy śmierci swojski obraz prawdziwego, ludzkiego człowieczeństwa...



dr Włodzimierz Nikitenko 

Literatura pomocnicza: 

  • BASS B., JEFFERSON J., Trupia farma (Jak dzięki zmarłym naukowcy rozwiązują kryminalne zagadki), Kraków 2012. 
  • BAUMAN Z., ŚMierć i nieśmiertelność – o wielkości i strategii życia, Warszawa 1998. 
  •  BAUMAN Z., Życie na przemiał, Kraków 2005. 
  • CHOWANIEC C., opracowania na stronie Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach. 
  • CZAJKA M., KAMLER M., SIENKIEWICZ W., Leksykon historii Polski, Warszawa 1995. 
  • DĄBROWSKI K., Trud istnienia, Warszawa 1986. 
  • ELIADE M., Sacrum, mit, historia, Warszawa 1974. 
  • KIELANOWSKI T., Rozmyślania o przemijaniu, Warszawa 1976. 
  • PEARSON L.(red.), Śmierć i umieranie – postępowanie z człowiekiem umierającym, Warszawa 1975. 
  • SZYMCZAK M.(red.), Słownik języka polskiego, t. 1-3, Warszawa 1978-1981.
  • www.kryminalistyka.wortale.net 

zainteresowanych „spojrzeniem” na śmierć w jej najprzeróżniejszych aspektach odsyłam do artykułu na portalu „salon 24” oraz swojej strony: www.smierc.info.pl

Czas twarzy śmierci (medycyna sądowa, entomologia, trupieszenie) cz. 1

Każde życie jest inne, 
to samo dotyczy śmierci, 
Zachowajmy naszą niepowtarzalność 
również w chwili zgonu... 
 George Ritzer 

 Jak bardzo potrafi nas wciąż zadziwiać otaczający świat i środowisko, nie raz wydawało się to niemalże pograniczem niemożliwości lub wręcz nawet ... fantastyki. Tym bardziej, iż niektóre procesy w naturze istniały „od zawsze”, ale człowiek zaczął je dostrzegać dopiero zupełnie od niedawna, bądź poświęca im znacznie większą uwagę w czasach dopiero nam współczesnych...

Podobnie dzieje się z naturalnym wartościowaniem ludzkiego życia. Jego urok, smak i niezwyczajność, tak naprawdę poznajemy i zaczynamy doceniać dopiero u faktycznego kresu, kiedy praktycznie musimy się z nim „za moment” ostatecznie, na dobre i raz na zawsze rozstać. Niezaprzeczalną i na pewno totalną tragedią całego człowieczeństwa w obliczu ciągle już nigdy niczym niewypełnionej pustki i wiecznej rozpaczy, oraz destruktywnej wyrwy emocjonalnej dotychczasowego rozpędzonego istnienia, jest na pewno zjawisko bezwzględnej śmierci. Zjawisko od milionów lat ciągle pozostające poza chociażby najmniejszym, rzeczywistym zasięgiem naszej jaźni, dotyku, zrozumienia, przeżywania, czy też na wskroś chłodnego, logicznego pojmowania i jakiegokolwiek wytłumaczenia. Wiemy, że jest, że towarzyszy nam „od zawsze”, bo przecież już od pierwszych chwil ludzkiego poczęcia, pozostając do bólu prawdziwa, nieunikniona i jak dotąd – nieodwracalna. Wiemy również, że potrafi przybierać najprzeróżniejsze postacie i formy umiejscowione w czasie, przestrzeni, okolicznościach. Niewypowiedzianą regułą jest również, iż zawsze „przychodzi” w najmniej właściwym i spodziewanym dla nas samych praktycznie momencie, powodując bezgraniczny lęk, rozpacz i obezwładniającą niemoc.

Generalnie, pozwala zazwyczaj życiu samemu się wygasić na skali jego zamierzenia losu. Coraz częściej jednak, u progu XX, jak i XXI wieku, dopuszcza również możliwość najprzeróżniejszych okoliczności, by ktoś lub coś, to życie tak po prostu przerwał, odebrał, zgasił, nie pozwalając dokończyć wyznaczonego wydawałoby się i zaplanowanego być może gdzieś wcześniej akurat dla tego istnienia biegu. Skrajnym przykładem chociażby wojny regionalne, totalne, konflikty zbrojne i cywilizacyjne, kataklizmy i klęski wywoływane coraz częściej celowym zamierzeniem człowieka. Te niezwyczajne, bo jednak nienormalne w systemie naszego wartościowania przypadki nagłego przerwania linii życia i wszelkich związanych z nimi czynności, wywołują: mniejszą lub większą, natychmiastową lub przypadkową, niezbędną lub zbyteczną potrzebę ustalania, a więc gromadzenia wówczas najdrobniejszych szczegółów dotyczących przypadku danej konkretnej śmierci. Budują płaszczyznę bezmiernej nieskończoności pytań: dlaczego?, jak?, kiedy?, gdzie? Stają się nawet niekończącym ciągiem wyścigu z czasem. Wyścigu, który chociaż w nieznacznym stopniu ma na celu zrekompensowanie przynajmniej częściowo żalu, gniewu, oburzenia, jak również i swoistej zemsty po niczym nieusprawiedliwionej, dotkliwej i nagłej stracie, a tak naprawdę – faktycznej bezsilności szybkiego pogodzenia się z tym właśnie najbardziej nieprzyjemnym dla nas w odbiorze faktem... 

W tym niezwykle trudnym, skomplikowanym i ciągłym dochodzeniu jakiejś ludzkiej prawdy, człowiek zaangażował znaczną ilość wiedzy, techniki, a nawet filozofii. W swojej konsekwencji, aby możliwie najszybciej ustalić sprawstwo i przyczyny ludzkiego zgonu, stara się zabezpieczyć, zidentyfikować i rozczytać jak największą ilości tzw. śladów na rzecz korzyści rozwiązania wciąż skrywanej i nieprzeniknionej tajemnicy śmierci. Wiadomo, że nigdy nie istniała i na pewno nie ma szansy zaistnieć tzw. zbrodnia doskonała. Tak jak i odwieczną zasadą pozostaje, iż zabójca (morderca), zawsze (wcześniej lub później; celowo lub przypadkiem) wraca na miejsce mordu. Śmierć nagła jest bezsprzecznie niezgodna z kanonami natury. Może dlatego właśnie zawsze faktycznym, choć nie jedynym sprzymierzeńcem szukających śledczych staje się natenczas praktycznie wszystko – przyroda, czas, przypadek, pogoda, okoliczności, ludzie, a nawet ... wybrane owady.

Pierwsze zapisane w historycznych artefaktach wzmianki dotyczące osobliwego życia owadów, spotykamy już w okolicach roku 3000-2600 p.n.e. Prezentują one opisy pszczół i szarańczy z obszaru starożytnego Egiptu, jak również opisy jedwabników z okolic Azji Centralnej, a ściślej, z obszaru starożytnych Chin. 

Niezaprzeczalnym, choć zapewne nie jedynym prekursorem pionierskiego zbliżenia do tego arcyciekawego „owadziego” świata, bo innego niż nasz – ludzki, w czasach nam bliższych, bo bardziej dla nas zrozumiałych, był grecki filozof i mędrzec Arystoteles (384-322 r. p.n.e.). Najogólniej rzecz biorąc, dokonał on podziału znanych ówcześnie owadów na osiem zasadniczych grup. Wyróżnił przy tym jako szczególne – chrząszcze i muchówki. Kolejnym badaczem tej płaszczyzny był Rzymianin – Callus Plinius Secundus (23-79 r.n.e.). Stworzona jego rękoma „Historia naturalna”, zawierała już 61 opisanych przedstawicieli szerokiej panoramy świata owadów. Na przełomie XV i XVI wieku, w epoce odkryć geograficznych i renesansu, a więc powrotu do wielkiego ludzkiego zaciekawienia starym (a nawet starożytnym), jak i nowym otaczającym światem, powstało między innymi dzieło: „Ortus sanitatis”, gdzie zamieszczono pierwsze rysunki różnorodnych osobników ze świata owadów. Jednakże pierwsze dzieło, poświęcone tylko i wyłącznie tym stworzeniom: „De animalibus insectis”, dał ludziom w roku 1602 dopiero Ulisses Aldrovandi (1522-1605) włoski lekarz, pasjonat i humanista.

Prawie cały wiek później, w roku 1688, inny włoski lekarz, przyrodnik i pisarz Francesco Redi (1626-1697) uświadomił dopiero ówczesnemu gatunkowi ludzkiemu w swoim wiekopomnym dziele „Doświadczenia z całego pokolenia owadów”, że owady rodzą się z jaj, a nie jak sądzono powszechnie dotychczas, powstają z gnijących szczątków i pozostałości. Prawdziwość tego twierdzenia potwierdził w całej rozciągłości około roku 1734 ówczesny wielki przyrodnik szwedzki – Karol Linneusz (1707-1778). Otóż porządkując świat przyrody swoim opracowaniem fundamentalnej systematyki świata roślin i zwierząt (sklasyfikował natenczas około 7700 gatunków roślin oraz około 4200 gatunków zwierząt). W niej właśnie wyszczególnił między innymi owady, umieszczając je w 7 rzędach głównych, „porządkując” je w prawie na 2000 gatunków. 

Około połowy wieku XIX, a ściślej w roku 1831, lekarz francuski Mateo Orfilla (1787-1853) znany na płaszczyźnie medycyny jako „ojciec toksykologii” i jeden z zasadniczych filarów budowanej skrzętnie dziedziny tzw. medycyny sądowej, jako pierwszy w czasach nowożytnych, czynny uczestnik wielu prowadzonych czynności ekshumacyjnych, zwrócił uwagę ludzkości na rolę larw owadów, umiejscawiających się w ciele nieboszczyków w grobach. Właśnie te ostatnie, w tych na wskroś rzeczywistych i makabrycznych okolicznościach, w ciele ludzkiego trupa (choć nie tylko), zyskują, przynajmniej na pewien czas, nowego żywiciela i miejsce do procesu wylęgu, jak i rozwoju zupełnie nowego własnego pokolenia. Człowiek obserwując ich stadia rozwojowe, potrafi już obecnie z precyzyjną dokładnością określić zarówno okoliczności, jak i przyczyny śmierci. Tym bardziej, iż musimy mieć świadomość, iż w około 6 godzin od momentu nastąpienia śmierci, bez względu na okoliczności i miejsce, na ludzkim organizmie można już spotkać jaja much.

O martwym ciele ludzkim i przebywającym w nim owadach, pisano już w okresie późnego średniowiecza – około wieku XIII. Potwierdzają to liczne artefakty okolic obszarowych zarówno budowanych państwowości Afryki, Bliskiego Wschodu, Azji Centralnej, kontynentu amerykańskiego, jak i oczywiście Europy. Obecnie przy tej okazji, musimy dopuścić równolegle tezę, iż poziom stanu ówczesnej wiedzy związanej z tym faktem, wciąż nie do końca pozostaje jasny dla współczesnych, w istocie ich pełnego zrozumienia. Niejednokrotnie nawet potrafi zadziwić, a wręcz szokować. Nie wiemy wciąż na pewno i do końca, czy w ogóle, bądź na ile w tamtym czasie, człowiek potrafił ustalić na przykład czas oraz okoliczności śmierci, w rozumieniu porównania ze stanem naszej wiedzy obecnej na ten temat. Wiadomo wszakże, że modelowały się wówczas fundamenty do jednej z kolejnych w kalejdoskopie nauk – entomologia (gr. entonom – insekt; logos – nauka). Wiadomo również „od zawsze”, że prawdziwa nauka to nade wszystko zbiór możliwie trwałych, rzeczywistych i zupełnie rzadko podważalnych argumentów, chociażby takich, jakiego użył w roku 1767 w oparciu o swoje wnikliwe obserwacje Linneusz, wypowiadając jakby od niechcenia stwierdzenie, że „... trzy muchy zjedzą konia tak szybko, jakby zrobił to lew ...”.

Faktycznie swój pierwszy formalny jednak raport ustalający zarówno czas, jak i zbliżone okoliczności śmierci z wykorzystaniem ustaleń właśnie obecności czasowo „zamieszkujących” trupa owadów, otrzymała nauka dopiero z końcem wieku XIX, a ściślej w roku 1881, kiedy niemiecki lekarz Reinhard, uczestnicząc przy okolicznych ekshumacjach nieboszczyków na terenie Saksonii, stworzył studium obrazujące pierwszą opisaną owadów zagnieżdżonych w martwym ciele. Tenże sam lekarz opisał również pierwsze typy „trupich owadów”, odkryte w ciałach grobów nie starszych niż 15 lat od momentu pochowania zwłok. Jego ustalenia, potwierdził wkrótce znany wiedeński entomolog – Brauer. W około trzy lata później, w roku 1854 leciwy, bo około 60 –letni lekarz francuski Jean Pierre Mengin, stworzył istne kompendium dotyczące tejże niecodziennej problematyki, a mianowicie niepowtarzalne dzieło: „Fauna zwłok”, uzupełnione później kolejnym opracowaniem o znamiennym tytule: „Fauna grobowców”. W roku 1855 inny francuski lekarz Julez Bergeret sporządził pierwszy dotyczący tej problematyki raport z prawdziwego zdarzenia.  Prace te bezsprzecznie umocniły budowane od średniowiecza podstawy filarów gruntowanej wówczas dziedziny nauki, precyzowanej dzisiaj jako – entomologia sądowa, a zajmującej swoje zasłużone miejsce w dziale kryminologii.

Obecny, coraz bardziej zaawansowany świat badań, odkryć, jak i nauki szczegółowej, stwierdza z całą pewnością, iż w znacznym stopniu dzięki właśnie entomologii, można określić tzw. cechy śmierci, z zawężeniem ich do zaledwie kilku godzin od chwili jej nastąpienia. Co ważniejsze, określeniu wcale nie przeszkadza fakt, czy śmierć nastąpiła w sposób naturalny, czy też nagły i niespodziewany. Więcej, potrafi także dopomóc określić, w jakich zbliżonych warunkach mogła ona przypuszczalnie mieć miejsce. Czy było to w powietrzu, na lądzie, czy w wodzie, określić porę dnia bądź nocy ...

Czytaj cd.

 dr Włodzimierz Nikitenko

czwartek, 15 listopada 2012

Rozmieszczenie mikrosiedliskowe chruścików (Trichoptera) w wybranych rzekach Roztocza




6 grudnia 2012 r. godz. 15.30 (Collegium Biologiae, sala 005) - Olsztyński Oddział Polskiego Towarzystwa Entomologicznego oraz Wydział Biologii i Biotechnologii UWM  w Olsztynie zapraszają na spotkanie naukowe, w trakcie którego dr Edyta Buczyńska(Uniwersytet Przyrodniczy w Lublinie) przedstawi referat pt.  Rozmieszczenie mikrosiedliskowe chruścików (Trichoptera) w wybranych rzekach Roztocza. 

 W referecie  przedstawiony zostanie problem rozmieszczenia larw chruścików w profilu poprzecznym w 5 dużych i średnich rzekach Roztocza. Ogółem przeanalizowano następujące typy podłoży: piaszczysto-detrytusowe, kamieniste oraz 9 gatunków roślin (helofity i hydrofity). Dla każdego z tych typów podano krótką charakterystykę zgrupowań Trichoptera, porównano je między sobą oraz omówiono potencjalne przyczyny dystrybucji gatunków w rzekach roztoczańskich.

Dr Edyta Buczyńska – doktor nauk biologicznych (absolwentka Wydziału Biologii i Nauk o Ziemi UMCS), zoolog, obecnie pracuje na Wydziale Biologii i Hodowli Zwierząt na Uniwersytecie Przyrodniczym w Lublinie, członek Pracowni Bioindykacji w Katedrze Zoologii, Ekologii Zwierząt i Łowiectwa; członek Polskiego Towarzystwa Entomologicznego oraz Sekcji Trichopterologicznej, działającej w obrębie PTE; członek Freshwater Biological Association, sekretarz redakcyjny czasopisma naukowego „Odonatrix”. Specjalność: entomologia, hydrobiologia oraz bioindykacja, tematyka badawcza: Trichoptera obszarów chronionych, faunistyka i ekologia chruścików, wpływ czynników siedliskowych na rozmieszczenie larw Trichoptera w wodach płynących, Trichoptera w wodach antropogenicznych

wtorek, 13 listopada 2012

Znaczenie zbiorników antropogenicznych dla ochrony ważek w Polsce


6 grudnia 2012 r. godz. 15.00 (Collegium Biologiae, sala 005) - Olsztyński Oddział Polskiego Towarzystwa Entomologicznego oraz Wydział Biologii i Biotechnologii UWM  w Olsztynie zapraszają na spotkanie naukowe, w trakcie którego dr Paweł Buczyński (UMCS Lublin) przedstawi referat pt.   "Znaczenie zbiorników antropogenicznych dla ochrony ważek w Polsce".

Degradacja i zanik środowisk naturalnych poważnie zagrażają wielu gatunkom i zgrupowaniom ważek oraz skutkują spadkiem ich bogactwa gatunkowego. Jednocześnie jako skutek uboczny działań gospodarczych powstają licznie wody sztuczne, które mogą być szansą na zachowanie ginących elementów przyrody. W referacie omówione - na konkretnych przykładach – będzie znaczenie wód antropogenicznych dla ochrony ważek w Polsce na trzech poziomach: gatunkowym, zgrupowań gatunków oraz lokalnego bogactwa gatunkowego.

Plastyczność gatunków i zgrupowań ważek są różne: od dobrej adaptacji do warunków stworzonych przez człowieka do ich unikania. Część gatunków występuje obecnie głównie lub niemal wyłącznie w wodach antropogenicznych. Znane są też siedliska wtórne, które zasiedlają zespoły ważek o bogactwie gatunkowym równie dużym, jak bogate strukturalnie siedliska naturalne. W niektórych regionach to one są „gorącymi punktami” różnorodności biologicznej, często utrzymując też zagrożone gatunki czy zgrupowania. Niekiedy też pewne gatunki w ogóle by nie występowały na danym obszarze, gdyby nie wody antropogeniczne. 

Wnioski wynikające z tych danych są natury ogólniejszej niż tylko dotyczącej ważek – bo wykazywano wielokrotnie, że np. ich bogactwo gatunkowe wskazuje wprost na walory przyrodnicze danego obszaru, a pośrednio także na bogactwo gatunkowe innych grup taksonomicznych. Dlatego warto postulować zmiany polityki ochrony przyrody (przepisów dotyczących inwestycji), zmierzające do odpowiedniego kształtowania zbiorników w fazie ich tworzenia oraz obowiązkowej waloryzacji i nieniszczenia w ramach rekultywacji terenu po zakończeniu inwestycji. Dla wybranych gatunków należy też tworzyć siedliska wtórne celowo, bez uzasadnień gospodarczych.


Dr Paweł Buczyński - adiunkt w Zakładzie Zoologii na Wydziale Biologii i Biotechnologii UMCS w Lublinie. Zoolog i hydrobiolog zajmujący się głównie faunistyką, zoogeografią i ekologią owadów wodnych, ze szczególnym uwzględnieniem ważek (Odonata) i chrząszczy (Coleoptera). Inne zainteresowania naukowe: zagrożenia i ochrona fauny wodnej, zoobentos specyficznych siedlisk litoralowych, kształtowanie się fauny wód antropogenicznych. Autor 326 publikacji naukowych i popularnonaukowych na tematy związane z biologią (w tym 163 prac oryginalnych).

piątek, 16 września 2011

Żagnica sina (Aeshna cyanea)

Żagnica sina - Aeshna cyanea (O,F. Muller, 1764) jest gatunkiem pospolitym i ważką szeroko rozprzestrzenioną w Polsce. Jest to gatunek eurytopowy, a larwy rozwijają się w różnorodnych wodach stojących i płynących. Niby więc nic nadzwyczajnego. Ale wczesnowrześniowe spotkanie z tą żagnicą w Stawigudzie było niezwykle ekscytujące. Bo to duża wazka. I piękna.
St.Czachorowski

czwartek, 14 lipca 2011

Pawica grabówka czyli prowincjonalne spacery po asfalcie

Prowincjonalne aleje na Warmii i Mazurach mają ten urok, że spacerują po nich nie tylko ślimaki ale i różne owady. Tę gasienicę pawicy grabówki (Lepidoptera: Saturnia pavonia) spotkałem na drodze z Łężach do Samławek. Dorosłe motyle są jeszcze piękniejsze niż widoczna na zdjęciu gąsienica - dodatkowo występuje u tego gatunku dymorfizm płciowy.
Wakacyjne spacery obfituja w liczne spotkania z owadami. Warto je utrwalić w pamięci cyfrowej.

St. Czachorowski

poniedziałek, 30 maja 2011

Plectrocnemia conspersa


Plectrocnemia conspersa to mały chruścik bezdomkowy (Trichoptera: Polycentropodidae), żyjący w małych śródleśnych strumieniach. Larwy budują sieci łowne, z rozpiętych nici jedwabnych. Sieci te widoczne są na początku filmu, najlepiej widać otwory wlotowe. Larwy są drapieżna i zjadają drobne bezkręgowce, które wpadną w pułapkę.
St.Cz.

czwartek, 6 stycznia 2011

Latolistek cytrynek - podwójny śpioch

Latolistek cytrynek, to motyl, który zimą smacznie sobie śpi, schowany gdzieś w dziupli, szczelinie skalnej, lub pod liściem. I nie jest to jego pierwszy sen w sensie diapauzy. Jak na motyla żyje w stadium imago (owada doskonałego) stusunkowo długo, bo prawie cały rok.
Kiedy wykluwa się z poczwarki wczesnym latem, to tylko krótko jest aktywny. Na czas lata zapada w swój pierwszy sen - letni (estywacja). Budzi się wczesną jesienią, aby się pożywić nekteram kwiatów i ponownie zapada w stan odrętwienia, tym sazem zimowego.
Latolistki budzą się ze snu wczesną wiosną, czasem już gdy pierwsze śniegi stopnieją. Jest więc zwiastunem wiosny. Pojawia się gdy zakwitną pierwsze wiosenne kwiaty: przylaszczki i pierwosnki. Ma więc co jeść. Po okresie godowym samica składa jaja, z których wylęgaja się zielonkawe, niepozorne gąsienice.
Latolistek cytrynek, niegdyś pospolity gatunek, związany z polami, sadami i zadrzewieniami śródlesnymi, w niektórych regionach staje się coraz rzadszy. To wina chemizacji rolnictwa i zaorywania pastwisk, zagospodarowywania nieużytków.
Jeśli ktoś jest spragniony wiosny, zmęczopny zimowym śniegiem i mrozami, niech wypatruje cytrynków - jak się pojawią, będzie oznaczało, że wiosna już przyszła.
St.Cz.

niedziela, 21 listopada 2010

Gatunki (owady) obce są wśród nas

Owady są małe i łatwo podróżują jako pasażerowie na gapę. Na zdjęciu powyżej to nowozelandzka weta - endemiczny gatunek Orthoptera z Nowej Zelandii. Do Polski przybyl w... bucie (w walizce). Nowodzelandczycy mają zwyczaj zdejmowania i zostawiania butów przed drzwiami.

Ten owad nie przeżył podróży. Ale znacznie więcej, mniejszych owadów przywozimy nawet na masce samochodu.

Co to oznacza dla entomologa? Że musi znać znacznie więcej niż tylko krajową entomofaunę. Nigdy nie wiadomo co się spotka :).

piątek, 1 października 2010

Owad czy nie owad

Systematyka to nie tylko porządki i układanie gatunków czy taksonów. To także analizowanie powiązań filogenetycznych. Kiedyś skoczogonki - jak ten na fotografii wyżej - zaliczane były do owadów bezskrzydłych. Obecnie do owadów nie są zaliczane. Są jedynie "sześcionogami".
Zatem pytanie czy skoczogonek jest owadem jest w gruncie rzeczy pytaniem o stan wiedzy o filogenezie i pokrewieństwie.
A w książkach popularnych jeszcze większy bałagan. Bowiem w różnych atlasach popularnych o owadach są umieszczane nie tylko "owady bezskrzydłe", ale i wije, czy nawet pajęczaki. To wynika z osierocenia - za mało ich, aby wydać osobną książke, więc na doczepkę są z owadami.
St.Cz.

czwartek, 5 sierpnia 2010

Szrotówek kasztanowiaczek

Mały motylek a robi dużo zamieszania. Odkryty i opisany zupełnie niedawno, w latach 80 XX w., i to dopiero gdy zaczął czynić szkody w Macedonii. Pod moim oknem kasztanowce też zaatakowane przez tego owada. Larwy zerują w liściach, drążąc korytarzyki w liściach (tzw. miny). Uwijają się także sikorki - najlepszy środek antyszrotówkowy :).

czwartek, 29 lipca 2010

LATO-ACH! to TY!


Lato w pełni więc przed oczami przyrodnika ciągle piękne obrazy:) tylko podziwiać te świtezianki "in copula"

"Wodzu" złapany czyli Husarz władca w mych rękach


Anax imperator (Husarz władca) to jedna z największych i najpiękniej ubarwionych naszych ważek. Bardzo łatwo rozpoznamy samca w kolorach niebiesko-czarny metalik wśród innych gatunków. Spotykany nad wodami stojącymi, często nad stawami i zbiornikami śródpolnymi.