wtorek, 18 grudnia 2012

Czas twarzy śmierci (medycyna sądowa, entomologia, trupieszenie) cz. 1

Każde życie jest inne, 
to samo dotyczy śmierci, 
Zachowajmy naszą niepowtarzalność 
również w chwili zgonu... 
 George Ritzer 

 Jak bardzo potrafi nas wciąż zadziwiać otaczający świat i środowisko, nie raz wydawało się to niemalże pograniczem niemożliwości lub wręcz nawet ... fantastyki. Tym bardziej, iż niektóre procesy w naturze istniały „od zawsze”, ale człowiek zaczął je dostrzegać dopiero zupełnie od niedawna, bądź poświęca im znacznie większą uwagę w czasach dopiero nam współczesnych...

Podobnie dzieje się z naturalnym wartościowaniem ludzkiego życia. Jego urok, smak i niezwyczajność, tak naprawdę poznajemy i zaczynamy doceniać dopiero u faktycznego kresu, kiedy praktycznie musimy się z nim „za moment” ostatecznie, na dobre i raz na zawsze rozstać. Niezaprzeczalną i na pewno totalną tragedią całego człowieczeństwa w obliczu ciągle już nigdy niczym niewypełnionej pustki i wiecznej rozpaczy, oraz destruktywnej wyrwy emocjonalnej dotychczasowego rozpędzonego istnienia, jest na pewno zjawisko bezwzględnej śmierci. Zjawisko od milionów lat ciągle pozostające poza chociażby najmniejszym, rzeczywistym zasięgiem naszej jaźni, dotyku, zrozumienia, przeżywania, czy też na wskroś chłodnego, logicznego pojmowania i jakiegokolwiek wytłumaczenia. Wiemy, że jest, że towarzyszy nam „od zawsze”, bo przecież już od pierwszych chwil ludzkiego poczęcia, pozostając do bólu prawdziwa, nieunikniona i jak dotąd – nieodwracalna. Wiemy również, że potrafi przybierać najprzeróżniejsze postacie i formy umiejscowione w czasie, przestrzeni, okolicznościach. Niewypowiedzianą regułą jest również, iż zawsze „przychodzi” w najmniej właściwym i spodziewanym dla nas samych praktycznie momencie, powodując bezgraniczny lęk, rozpacz i obezwładniającą niemoc.

Generalnie, pozwala zazwyczaj życiu samemu się wygasić na skali jego zamierzenia losu. Coraz częściej jednak, u progu XX, jak i XXI wieku, dopuszcza również możliwość najprzeróżniejszych okoliczności, by ktoś lub coś, to życie tak po prostu przerwał, odebrał, zgasił, nie pozwalając dokończyć wyznaczonego wydawałoby się i zaplanowanego być może gdzieś wcześniej akurat dla tego istnienia biegu. Skrajnym przykładem chociażby wojny regionalne, totalne, konflikty zbrojne i cywilizacyjne, kataklizmy i klęski wywoływane coraz częściej celowym zamierzeniem człowieka. Te niezwyczajne, bo jednak nienormalne w systemie naszego wartościowania przypadki nagłego przerwania linii życia i wszelkich związanych z nimi czynności, wywołują: mniejszą lub większą, natychmiastową lub przypadkową, niezbędną lub zbyteczną potrzebę ustalania, a więc gromadzenia wówczas najdrobniejszych szczegółów dotyczących przypadku danej konkretnej śmierci. Budują płaszczyznę bezmiernej nieskończoności pytań: dlaczego?, jak?, kiedy?, gdzie? Stają się nawet niekończącym ciągiem wyścigu z czasem. Wyścigu, który chociaż w nieznacznym stopniu ma na celu zrekompensowanie przynajmniej częściowo żalu, gniewu, oburzenia, jak również i swoistej zemsty po niczym nieusprawiedliwionej, dotkliwej i nagłej stracie, a tak naprawdę – faktycznej bezsilności szybkiego pogodzenia się z tym właśnie najbardziej nieprzyjemnym dla nas w odbiorze faktem... 

W tym niezwykle trudnym, skomplikowanym i ciągłym dochodzeniu jakiejś ludzkiej prawdy, człowiek zaangażował znaczną ilość wiedzy, techniki, a nawet filozofii. W swojej konsekwencji, aby możliwie najszybciej ustalić sprawstwo i przyczyny ludzkiego zgonu, stara się zabezpieczyć, zidentyfikować i rozczytać jak największą ilości tzw. śladów na rzecz korzyści rozwiązania wciąż skrywanej i nieprzeniknionej tajemnicy śmierci. Wiadomo, że nigdy nie istniała i na pewno nie ma szansy zaistnieć tzw. zbrodnia doskonała. Tak jak i odwieczną zasadą pozostaje, iż zabójca (morderca), zawsze (wcześniej lub później; celowo lub przypadkiem) wraca na miejsce mordu. Śmierć nagła jest bezsprzecznie niezgodna z kanonami natury. Może dlatego właśnie zawsze faktycznym, choć nie jedynym sprzymierzeńcem szukających śledczych staje się natenczas praktycznie wszystko – przyroda, czas, przypadek, pogoda, okoliczności, ludzie, a nawet ... wybrane owady.

Pierwsze zapisane w historycznych artefaktach wzmianki dotyczące osobliwego życia owadów, spotykamy już w okolicach roku 3000-2600 p.n.e. Prezentują one opisy pszczół i szarańczy z obszaru starożytnego Egiptu, jak również opisy jedwabników z okolic Azji Centralnej, a ściślej, z obszaru starożytnych Chin. 

Niezaprzeczalnym, choć zapewne nie jedynym prekursorem pionierskiego zbliżenia do tego arcyciekawego „owadziego” świata, bo innego niż nasz – ludzki, w czasach nam bliższych, bo bardziej dla nas zrozumiałych, był grecki filozof i mędrzec Arystoteles (384-322 r. p.n.e.). Najogólniej rzecz biorąc, dokonał on podziału znanych ówcześnie owadów na osiem zasadniczych grup. Wyróżnił przy tym jako szczególne – chrząszcze i muchówki. Kolejnym badaczem tej płaszczyzny był Rzymianin – Callus Plinius Secundus (23-79 r.n.e.). Stworzona jego rękoma „Historia naturalna”, zawierała już 61 opisanych przedstawicieli szerokiej panoramy świata owadów. Na przełomie XV i XVI wieku, w epoce odkryć geograficznych i renesansu, a więc powrotu do wielkiego ludzkiego zaciekawienia starym (a nawet starożytnym), jak i nowym otaczającym światem, powstało między innymi dzieło: „Ortus sanitatis”, gdzie zamieszczono pierwsze rysunki różnorodnych osobników ze świata owadów. Jednakże pierwsze dzieło, poświęcone tylko i wyłącznie tym stworzeniom: „De animalibus insectis”, dał ludziom w roku 1602 dopiero Ulisses Aldrovandi (1522-1605) włoski lekarz, pasjonat i humanista.

Prawie cały wiek później, w roku 1688, inny włoski lekarz, przyrodnik i pisarz Francesco Redi (1626-1697) uświadomił dopiero ówczesnemu gatunkowi ludzkiemu w swoim wiekopomnym dziele „Doświadczenia z całego pokolenia owadów”, że owady rodzą się z jaj, a nie jak sądzono powszechnie dotychczas, powstają z gnijących szczątków i pozostałości. Prawdziwość tego twierdzenia potwierdził w całej rozciągłości około roku 1734 ówczesny wielki przyrodnik szwedzki – Karol Linneusz (1707-1778). Otóż porządkując świat przyrody swoim opracowaniem fundamentalnej systematyki świata roślin i zwierząt (sklasyfikował natenczas około 7700 gatunków roślin oraz około 4200 gatunków zwierząt). W niej właśnie wyszczególnił między innymi owady, umieszczając je w 7 rzędach głównych, „porządkując” je w prawie na 2000 gatunków. 

Około połowy wieku XIX, a ściślej w roku 1831, lekarz francuski Mateo Orfilla (1787-1853) znany na płaszczyźnie medycyny jako „ojciec toksykologii” i jeden z zasadniczych filarów budowanej skrzętnie dziedziny tzw. medycyny sądowej, jako pierwszy w czasach nowożytnych, czynny uczestnik wielu prowadzonych czynności ekshumacyjnych, zwrócił uwagę ludzkości na rolę larw owadów, umiejscawiających się w ciele nieboszczyków w grobach. Właśnie te ostatnie, w tych na wskroś rzeczywistych i makabrycznych okolicznościach, w ciele ludzkiego trupa (choć nie tylko), zyskują, przynajmniej na pewien czas, nowego żywiciela i miejsce do procesu wylęgu, jak i rozwoju zupełnie nowego własnego pokolenia. Człowiek obserwując ich stadia rozwojowe, potrafi już obecnie z precyzyjną dokładnością określić zarówno okoliczności, jak i przyczyny śmierci. Tym bardziej, iż musimy mieć świadomość, iż w około 6 godzin od momentu nastąpienia śmierci, bez względu na okoliczności i miejsce, na ludzkim organizmie można już spotkać jaja much.

O martwym ciele ludzkim i przebywającym w nim owadach, pisano już w okresie późnego średniowiecza – około wieku XIII. Potwierdzają to liczne artefakty okolic obszarowych zarówno budowanych państwowości Afryki, Bliskiego Wschodu, Azji Centralnej, kontynentu amerykańskiego, jak i oczywiście Europy. Obecnie przy tej okazji, musimy dopuścić równolegle tezę, iż poziom stanu ówczesnej wiedzy związanej z tym faktem, wciąż nie do końca pozostaje jasny dla współczesnych, w istocie ich pełnego zrozumienia. Niejednokrotnie nawet potrafi zadziwić, a wręcz szokować. Nie wiemy wciąż na pewno i do końca, czy w ogóle, bądź na ile w tamtym czasie, człowiek potrafił ustalić na przykład czas oraz okoliczności śmierci, w rozumieniu porównania ze stanem naszej wiedzy obecnej na ten temat. Wiadomo wszakże, że modelowały się wówczas fundamenty do jednej z kolejnych w kalejdoskopie nauk – entomologia (gr. entonom – insekt; logos – nauka). Wiadomo również „od zawsze”, że prawdziwa nauka to nade wszystko zbiór możliwie trwałych, rzeczywistych i zupełnie rzadko podważalnych argumentów, chociażby takich, jakiego użył w roku 1767 w oparciu o swoje wnikliwe obserwacje Linneusz, wypowiadając jakby od niechcenia stwierdzenie, że „... trzy muchy zjedzą konia tak szybko, jakby zrobił to lew ...”.

Faktycznie swój pierwszy formalny jednak raport ustalający zarówno czas, jak i zbliżone okoliczności śmierci z wykorzystaniem ustaleń właśnie obecności czasowo „zamieszkujących” trupa owadów, otrzymała nauka dopiero z końcem wieku XIX, a ściślej w roku 1881, kiedy niemiecki lekarz Reinhard, uczestnicząc przy okolicznych ekshumacjach nieboszczyków na terenie Saksonii, stworzył studium obrazujące pierwszą opisaną owadów zagnieżdżonych w martwym ciele. Tenże sam lekarz opisał również pierwsze typy „trupich owadów”, odkryte w ciałach grobów nie starszych niż 15 lat od momentu pochowania zwłok. Jego ustalenia, potwierdził wkrótce znany wiedeński entomolog – Brauer. W około trzy lata później, w roku 1854 leciwy, bo około 60 –letni lekarz francuski Jean Pierre Mengin, stworzył istne kompendium dotyczące tejże niecodziennej problematyki, a mianowicie niepowtarzalne dzieło: „Fauna zwłok”, uzupełnione później kolejnym opracowaniem o znamiennym tytule: „Fauna grobowców”. W roku 1855 inny francuski lekarz Julez Bergeret sporządził pierwszy dotyczący tej problematyki raport z prawdziwego zdarzenia.  Prace te bezsprzecznie umocniły budowane od średniowiecza podstawy filarów gruntowanej wówczas dziedziny nauki, precyzowanej dzisiaj jako – entomologia sądowa, a zajmującej swoje zasłużone miejsce w dziale kryminologii.

Obecny, coraz bardziej zaawansowany świat badań, odkryć, jak i nauki szczegółowej, stwierdza z całą pewnością, iż w znacznym stopniu dzięki właśnie entomologii, można określić tzw. cechy śmierci, z zawężeniem ich do zaledwie kilku godzin od chwili jej nastąpienia. Co ważniejsze, określeniu wcale nie przeszkadza fakt, czy śmierć nastąpiła w sposób naturalny, czy też nagły i niespodziewany. Więcej, potrafi także dopomóc określić, w jakich zbliżonych warunkach mogła ona przypuszczalnie mieć miejsce. Czy było to w powietrzu, na lądzie, czy w wodzie, określić porę dnia bądź nocy ...

Czytaj cd.

 dr Włodzimierz Nikitenko

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz